Bajki Starego Zgreda

Kategorie: Wszystkie | Bajki | Ballady i romanse | Fotografie | Gadżety | Hardkor | Inne | LoveTube | Niekończąca się opowieść | Positive music | Spod dekla | To lubię | W pizdu | Zwierzyniec | Żyjemy w popieprzonym świecie. Naprawdę.
RSS
piątek, 27 stycznia 2012
Ładny obrazek na piątek ...

... wygląda tak:

 

chocolate

 

A teraz wszystkie panie proszone są o wyłączenie kosmatych myśli i wyjęcie łapki z gatek!

18:41, stary_zgred1 , Inne
Link Komentarze (2) »
... wampira (część 2)

Pierwsza część wpisu jest tutaj: http://staryzgred1979.blox.pl/2012/01/O-pochodzeniu.html

 

Intensywność zapachu rosła z każdym krokiem, który zbliżał mężczyznę ku ciału ukrzyżowanego. Dziwna woń mąciła mu w głowie, podsuwała wyobraźni obrazy, które nigdy wcześniej w niej nie postały. Oto mały, biały dom, przed którym igrają jasnowłose dzieci. Wśród nich rzuca się bezradnie czarny wilk o łapach  przybitych do ziemi gwoździami. Zwierzę warczy i szczerzy kły, próbując ukąsić dokazujące wokół dzieci, lecz one nic sobie nie robią z jego krwiożerczych zapędów. Przeciwnie, tańcząc wokół wilka smagają go po grzbiecie łodygami pięknych, białych róż o długich kolcach. Biją go długo i boleśnie. Każde uderzenie spryskuje szarą wilczą sierść i płatki kwiatów kropelkami krwi. Dzieci śmieją się radośnie i zlizują ze smakiem posokę zakrzepłą na białych płatkach. Najemnikowi wydaje się, że stoi tuż obok rozdokazywanej gromadki, że wystarczyłoby tylko wyciągnąć rękę, by uwolnić zwierzę od prześladowców, ale gdy robi krok w kierunku dziecięcej grupy obraz się zamazuje i przechodzi w nową realność.


Przed wojownikiem otwiera się wielka równina na której tłoczy się nieprzeliczony ludzki tłum. Wszyscy zebrani w tym miejscu to ślepcy, idący z pieśnią na ustach w procesji, pod sztandarami, na których czarną nicią wyszyto kruka z odrąbaną głową. Na czele nieprzeliczonej ludzkiej rzeszy kroczy dostojnie wielki lew, zaś po jej bokach krążą hieny. Gdy tylko któryś ze ślepców pozostaje w tyle lub próbuje zboczyć z drogi lew rykiem  przywołuje hieny, te zaś jak pasterskie psy zapędzają błądzących do stada. Robią to dość łagodnie ale zdecydowanie i ze złośliwymi półuśmiechami na pyskach. Oczy hien wyrażają niemą groźbę.


Najemnik ze zgrozą przygląda się zwierzętom. Chciałby uciec z tego miejsca, ale jego nogi wydają się być przykute do skały na której stoi. Za chwilę tłum zbliży się do niego na tyle, że spojrzy w oczy wielkiemu lwu. Mężczyzna wie, że gdy zatopi spojrzenie w źrenicach zwierzęcia to oślepnie, tak jak pozostali ludzie, pilnowani przez hieny.  Chcąc odwrócić niebezpieczeństwo odwraca głowę w bok i dostrzega kątem oka sunąca w jego kierunku postać. To kobieta, najpiękniejsza kobieta jaką kiedykolwiek widział. Jaj ciało skrywają białe zawoje, miękko opływające doskonałe kształty a twarz przysłonięta jest półprzezroczystym welonem, spod którego śmiało zerkają czarne, przepastne oczy. Kobieta niesie w rękach dzban z winem. Jego kolor i zapach są tak upajające, że najemnik oddałby życie aby tylko go skosztować. Gdy niewiasta podchodzi do niego blisko mężczyzna wyrywa jej naczynie z drogocenną cieczą i zaczyna pić wielkimi haustami, a wino strumieniami ścieka po jego brodzie i piersi, znacząc krwawymi strumieniami linie ciała.


Lecz cóż to? Nagle wszystko znika: piękna kobieta, dzban z winem, pustynia i pochód ślepców. Najemnik szeroko otwiera oczy i z przerażeniem zdaje sobie sprawę, że klęczy przed ciałem ukrzyżowanego. W ustach czuje słodki smak ludzkiej krwi zaś pod dłonią, złożoną na piersi Nazarejczyka, w miejscu, gdzie przeszyła ją włócznia rzymskiego żołnierza, czuje ledwo wyczuwalne lecz równe uderzenia ludzkiego serca. Przerażony strażnik zrywa się na nogi i wypada pędem z jaskini. Biegnie przed siebie, byle dalej od tego przeklętego miejsca. Nogi niosą go prosto ku sercu pustyni. Noc litościwie skrywa jego ucieczkę przed ludzkim wzrokiem.

* * *

Od wydarzeń dziwnej nocy minęło kilkanaście lat. Najemnik wyżył, choć dotknęło go piętno szaleństwa. Krew Jeszui skaziła jego ciało. Mężczyzna zaprzestał spożywania ludzkich pokarmów, rozbudził w sobie wieczne pragnienie krwi. Zmienił swój tryb życia – w poszukiwaniu drogocennej cieczy stał się nocnym drapieżcą, napadającym na wędrujące samotnie kobiety i dzieci. Głód krwi spowodował, że stłumił w sobie ludzkie odczucia. Zabijał by znowu poczuć sytość. I wędrował, ciągle wędrował. Nie był w stanie zagrzać jednego miejsca na ziemi. Szukał bezpiecznego schronienia, gdzie w snach nie prześladowałoby go widmo krzyża. O swoim przerażającym przeżyciu zapomniał. Czasami tylko w jego głowie pojawiały się dziwne, niepokojące wizje, związane z martwym mężczyzną złożonym na wieczny sen w głębokiej jaskini. Widzenia te szybko zapominał, nie umiejąc połączyć ich w żaden sposób z wydarzeniami przeszłości.

18:18, stary_zgred1 , Bajki
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 stycznia 2012
O pochodzeniu ... (część 1)

Kiedy ciało Jeszui obwisło bezwładnie na krzyżu i stało się jasne, że rabbi umiera, jeden z żołnierzy, chcąc skrócić mękę skazańca, przebił mu bok włócznią. Z rany pod sercem popłynęła krew z wodą i Galilejczyk skonał.

Ciało ukrzyżowanego zostało wydane jego rodzinie tuż pod wieczór, gdy bliskość szabatu nie pozwalała przeprowadzić uroczystej ceremonii pożegnania. Nieszczęsne szczątki, zawinięte w białe chusty, złożono naprędce do grobu-jaskini, należącego do jednego z uczniów Jeszui. Aby zapobiec spodziewanej kradzieży ciała Nazarejczyka przez jego wrogów rodzina młodego cieśli postawiła przy grobie najemnego żołnierza. Wojownik, nie będąc pochodzenia żydowskiego, nie obchodził szabatu.

Mężczyzna wybrany na strażnika grobu wzbudzał respekt już samym swoim wyglądem. Był wysoki, żylasty i poznaczony bliznami, które wskazywały na to iż brał udział w niejednej bitwie i burdzie. Od całej jego postaci biła pewność siebie, zaś z twarzy wyzierało okrucieństwo, które cechuje ludzi nawykłych do zadawania śmierci na rozkaz i czerpiących z tego przyjemność.

Najemnik pochodził z miejsca, gdzie nie dotarła jeszcze wiara w jedynego boga – Jahwe i zupełnie nie obchodziło go, że będzie chronił ciało człowieka, którego część Żydów uznawała za jego syna. Mężczyzna był zadowolony, że za stosunkowo prostą pracę dostanie sowitą zapłatę, za którą będzie mógł zaznać wszetecznych przyjemności, oferowanych przez jerozolimskie nierządnice. Wystarczyło przestać przy grobie ukrzyżowanego Nazarejczyka tylko jedną noc, by stać się właścicielem wesoło pobrzękujących srebrników. Tak łatwy zarobek dawno mu się nie trafił.

* * *

Od momentu złożenia ciała Jeszui do grobu minęło kilka godzin i nad Jerozolimą zapadła cicha, piękna noc. Stojący na straży groty najemnik z przyjemnością chłonął w płuca orzeźwiające, chłodne powietrze i wpatrywał się z upodobaniem w dostojną płaszczyznę pustyni, rozciągającej się poza Jeruzalem. Z oddali słychać było granie cykad i monotonne przesypywanie się niezliczonych ton piasku na wydmach. Z miejskich ogrodów ciągnął upojny zapach nocnych kwiatów. Najemnik dobrze znał większość z tych woni. Jego czuły węch sprawnie wychwycił delikatny aromat macierzanki, ostry, przenikający nozdrza zapach anemonów i słodką, lecz odrobinę mdłą wonność nocnych lilii.


Wśród tej chmury kwietnych woni wyróżniała się jedna, nieznana żołnierzowi nuta zapachu. Nadpłynęła do jego nozdrzy zupełnie niespodzianie i po chwili zniknęła, by uderzyć raz jeszcze, z nadnaturalną mocą. Jej głębia, doskonałość i delikatność były zachwycające. Najemnik nie znał żadnego kwiatu, który wydzielałby tak doskonałą, pełną woń. Przedziwny zapach, którym wypełniły się jego płuca był jak sen o szczęśliwym dzieciństwie lub wspomnienie pocałunku matki.


Mężczyzna długo nie mógł się zorientować, skąd płynie do niego tajemniczy aromat. Początkowo wydawało mu się, że zapach strui się z miejskich ogrodów, gdzie hodowano najpiękniejsze i najdroższe kwiaty świata. A jednak bywając w mieście, w pobliżu ogrodów, nigdy nie poczuł tak upajającej woni. Poznał ją dopiero tu, w pobliżu grot, gdzie chowano zmarłych. Czyżby oszałamiający zmysły aromat wydobywał się z pochowanych trupów? Nie! To byłoby zupełnie nieprawdopodobne. Najemnik doskonale znał obrzydliwy, przyprawiający o mdłości fetor rozkładających się ciał. A jednak mimo tej wiedzy ziarno ciekawości zostało w nim zasiane. Intuicja podpowiadała mu aby zostawić wątpliwości za sobą i spenetrować najbliższe groby. Być może kryło się w nich coś, co pomogłoby rozwiązać zagadkę niebiańskiej woni. Pierwsze kroki intuicyjnie skierował ku wnętrzu groty w której złożono Nazarejczyka. 

15:31, stary_zgred1 , Bajki
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 stycznia 2012
Śniegu brak nam!

śniegu!

18:50, stary_zgred1 , Inne
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 grudnia 2011
MGMT - "Kids"

Ten klip jest strasznie sadystyczny, ale do licha - świetny! Psychodelia aż miło. I tylko się zastanawiam, czy młody będzie miał do końca życia traumę, czy wszystko zapomni. Obstawiam to pierwsze.


 

21:05, stary_zgred1 , Positive music
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 grudnia 2011
Życzenia

W wigilię Bożego Narodzenia zawsze chodzę na cmentarz, aby odwiedzić grób rodziców. Bardzo mi ich brakuje, a tęsknota staje się szczególnie dojmująca w okresie przedświątecznym. Porządki na cmentarzu, przystrajanie grobu kwiatami i zapalanie zniczy zawsze mnie uspokaja. To mój rytuał oswajania śmierci. Dotykając zimnego marmuru czuję, że osoby które kocham są nadal blisko mnie, pomimo że oddzielają nas grube ściany mogiły.


W tym roku cmentarne porządki trwały wyjątkowo krótko. W Warszawie spadł śnieg i sprzątania przy grobie było niedużo. Postawiłem w głowie płyty dwa znicze – jeden dla mamy, drugi dla taty, w nogach – świąteczną wiązankę  – i to właściwie było wszystko. Po chwili krótkiej modlitwy chciałem uciekać do auta, ale coś mnie powstrzymało. Rozglądając się po pokrytej krzyżami połaci dostrzegłem w małym oddaleniu stary, zaniedbany grobek. Wszyscy znacie ten rodzaj mogił – z zapadniętym, przechylonym na lewo bądź na prawo krzyżem, na którym przybito nieczytelną już dziś tabliczkę z imieniem i nazwiskiem zmarłego. Czasami, jakaś litościwa dusza postawi na takim grobie świeczkę, ale najczęściej stoi on zapomniany, zarośnięty chwastami i nikomu niepotrzebny.


Nie jestem osobą, która łatwo się wzrusza, ale na widok tej smętnej, starej mogiłki, zrobiło mi się przykro. Myśl o tym, że osoby spoczywającej w jej wnętrzu od dawna nikt nie odwiedza, była dla mnie wyjątkowo nieprzyjemna. Postanowiłem coś zrobić dla nieszczęsnego zmarłego, o którym zapomniała rodzina i świat.  Zawsze noszę przy sobie kilka złotych „na wszelki wypadek”, tak więc miałem za co kupić znicz i ładny wieniec, którymi przyozdobiłem samotny grobek. Dodatkowo wyprostowałem przygięty do ziemi krzyż i zmówiłem krótką modlitwę. Gdy miałem już odchodzić do samochodu zaczepił mnie przechodzący cmentarną alejką starszy człowiek:


- „Czy pan jest jej krewnym?” – zapytał przyglądając mi się badawczo.


- „Czyim krewnym?” – odpowiedziałem pytaniem, nie bardzo rozumiejąc o kim mówi.


-„Zosi, to jest Zofii Kamińskiej, której grób przed chwilą pan porządkował. Widziałem, że postawił pan na nim świeczkę i kwiaty, więc myślałem, że jest pan może kimś z rodziny. Do niej nikt od dawna nie przychodzi …”


- „Nie, nie jestem krewnym pani Kamińskiej, ani  jej znajomym. Nigdy jej nie znałem. Po prostu zrobiło mi się żal tego opuszczonego grobu. To wszystko.”


- „Piękny gest!” – uśmiechnął się staruszek – „Niewielu ludzi w naszych czasach stać na taką bezinteresowność. Zofia, proszę Pana, była dobrą, piękną i mądrą kobietą. Niestety - nieszczęśliwą w życiu osobistym. Za bardzo kochała i została za to ukarana.”


- „Jak to ukarana?”


- „Jej mąż zginał rok po ślubie. Zofia szalała z rozpaczy. Podobno była bliska samobójstwa, ale nie zdecydowała się na nie – była w ciąży. Liczyła na to, że dziecko odmieni jej życie na lepsze. Niestety urodziło się martwe. Zofia nigdy ponownie nie założyła rodziny. Dożyła późnej starości w pełnym odosobnieniu. Nie chciała kontaktu z ludźmi, zamknęła się w sobie, ciągle na nowo przeżywając tragedie z przeszłości. Ciężkie miała życie i smutną śmierć. Dobrze że pan zatroszczył się o jej ostatnie miejsce spoczynku.”


- „No tak, no tak.” – pokiwałem głową. „A pan był jej przyjacielem?”


- „Ach nie!” – zaśmiał się nieśmiało staruszek – „Zaledwie jednym z wielu jej wielbicieli. Pewnie nawet nie wiedziała o moim istnieniu. Ale ja pamiętam ja do dziś. Pamięć to przedziwny mechanizm – choć  starzeliśmy się obok siebie i widziałem ją jako osiemdziesięcioletnią, steraną życiem kobietę, to we wspomnieniu nadal jawi mi się jako młoda czarnowłosa i błękitnooka dziewczyna. Tak, tak, Panie! Zofia w młodości była niezrównaną pięknością.”


Tu starszy człowiek umilkł. Chyba chwyciło go za gardło wzruszenie, bo nie odzywał się więcej. Przyjąwszy jego milczenie za koniec rozmowy skłoniłem mu się na pożegnanie i ruszyłem do samochodu. W planach tego dnia miałem jeszcze zakupy i sprzątanie w domu. Choć Wigilię spędzić miałem samotnie, to nie zamierzałem rezygnować z tradycyjnych potraw i choinki.


- - - - - -


Do wieczerzy wigilijnej zasiadłem o piątej, kiedy za oknem było już ciemno. Stół nie uginał się od wyszukanych potraw, ale te najbardziej kojarzące się ze świętami na nim stały: kapusta z grzybami, karp w galarecie, makowiec, zupa owocowa, kluski z makiem …


Na stole ustawiłem, zgodnie z tradycją, puste nakrycie, na wypadek gdyby do drzwi zapukał jakiś zbłąkany wędrowiec. Nie spodziewałem się żadnych gości, ale chciałem zachować ten piękny zwyczaj. Nie miałem tylko opłatka, ale nie był mi on potrzebny – bo niby z kim miałbym się nim dzielić i komu składać życzenia? Wigilię spędzałem przecież sam.


- - - - - -


Karp wyszedł świetny – palce lizać! Nakładałem sobie już trzecią porcję smakowitej ryby gdy zabrzmiał dzwonek u drzwi. Na jego dźwięk zdębiałem i mało nie udusiłem się przeżuwanym kęsem. Była pora wieczerzy wigilijnej, kiedy ludzie siedzą za stołem i delektują się przygotowanymi na tę okazję pysznościami. Nikt nie włóczy się już po mieście.


Podchodząc do drzwi czułem niezwykłą ciekawość i zadawałem sobie w myśli pytanie: kogo za chwilę zobaczę na klatce. Może to sąsiedzi czegoś potrzebują i wysłali do mnie „po prośbie” swoją niedorosła latorośl? Tak, to mogą być oni. Nikt inny raczej by do mnie nie pukał …


Na korytarzu czekała na mnie niespodzianka – czyli … pustka i zimne powietrze, które szeroką falą wpłynęło do mojego mieszkania. Nie widać było dowcipnisia który wcisnął dzwonek, o ile to był jakiś dowcipniś. Nie słychać też było żadnego chichotu ani postukiwania oddalających się dziecięcych stóp. W powietrzu rozchodził się za to delikatny zapach kobiecych perfum. Był tak miły i świeży, że bezwiednie pociągnąłem nosem, by jak najdłużej zatrzymać jego niezwykły aromat. Miałem szczerą chęć zobaczyć „nosicielkę” tej subtelnej kwiatowej nuty, ale klatka była pusta i cicha – jak to zazwyczaj bywa w nocy lub w święta. Nie było sensu dłużej stać w drzwiach, tak więc zaryglowałem zamek i wróciłem do mieszkania. I tam – po raz drugi doznałem zdziwienia. Na stole, obok talerzy z napoczętymi potrawami leżało opakowanie opłatka, z którego ktoś ułamał niewielki kawałek. Skąd on się tam wziął – nie mam pojęcia. Nie rozumiem też zupełnie dlaczego nie poczułem strachu w chwili w której wziąłem go do ręki i skosztowałem. Być może stało się tak dlatego, że gdy dotknąłem płatka białego, świątecznego chleba w powietrzu popłynęły w moim kierunku ciche słowa, wydobywające się jakby z kobiecych ust:


- „Życzę ci, abyś był szczęśliwy.”


Głos, który do mnie przemówił miał łagodne i kojące brzmienie, choć miałem wrażenie ze dochodzi z bardzo, bardzo daleka. Nie wiem, kim była istota, która do mnie mówiła, gdyż jej nie widziałem, choć czułem wyraźnie czyjąś obecność. Pamiętam, że nieco zdezorientowany dziwnym wrażeniem słuchowym (wydawało mi się, że mam jakieś omamy) odpowiedziałem, kierując słowa w pustkę pokoju:


- „A ja życzę tobie, byś odnalazła utraconą miłość i spokój.”


Nie wiem dlaczego tak powiedziałem, do kogo w istocie kierowałem swoje słowa i kto był wtedy ze mną w mieszkaniu. Moim zachowaniem kierował jakiś dziwny impuls. Życzenia, które popłynęły z moich ust, były zupełnie szczere i wydawało mi się, że składam je komuś bliskiemu, na kim mi zależy i kogo lubię. Myślę, że mogły być temu komuś potrzebne i choć dziś nie bardzo wierzę w to, co wam opowiedziałem, to przecież ta historia wydarzyła się naprawdę.

21:43, stary_zgred1 , Bajki
Link Komentarze (2) »
czwartek, 17 listopada 2011
Wywijas!

20:02, stary_zgred1 , LoveTube
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 listopada 2011
Wieczorem - V.A.S.T. "Touched"

No czyż nie ładne te dźwięki "z komputera"?

20:24, stary_zgred1 , Positive music
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 października 2011
Październikowa wizyta retro laleczek

01

 

Afryka dzika dawno odkryta,

Chałupy welcome tu!

 

02

 

Kochanie, dziś na kolacje będą winogrona, bo mi się przy garach stać nie chciało. Czy masz coś przeciwko temu?

 

03

 

Lubię weekendy, bo można sobie dłużej pospać. A w tym czasie mąż zrobi zakupy, zamiecie dom i przygotuje śniadanie!

 

04

 

Muszę złożyć skargę na dozorczynię, bo niedokładnie zamiata schody. Stopnie są lepkie od brudu i kiedy na nich przysiadam to mi się pupa do drewna przylepia!

 

05

 

Smutno mi Boże, gdy się spać położę i pluskwy szeregiem idą przez me łoże.

I gdy pomyślę, że to ugryźć może - smutno mi Boże!

 

06

 

Jeśli dasz powróżyć z ręki to pokażę ci me wdzięki!

 

07

 

Lustereczko, powiedz przecie:

Kto ma najładniejszą cipuszkę na świecie?

11:42, stary_zgred1 , Fotografie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 października 2011
Snow patrol - "Called out in the dark"

W kategorii "top ten" październikowych teledysków z jajem palmę pierwszeństwa zdobywa klip grupy Snow Patrol:

18:23, stary_zgred1 , Positive music
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 66
następne
Archiwum
Sierpień 2007
Wrzesień 2007
Październik 2007
Listopad 2007
Grudzień 2007
Styczeń 2008
Luty 2008
Marzec 2008
Kwiecień 2008
Maj 2008
Czerwiec 2008
Lipiec 2008
Sierpień 2008
Wrzesień 2008
Październik 2008
Listopad 2008
Grudzień 2008
Styczeń 2009
Luty 2009
Marzec 2009
Kwiecień 2009
Maj 2009
Czerwiec 2009
Lipiec 2009
Sierpień 2009
Wrzesień 2009
Październik 2009
Listopad 2009
Grudzień 2009
Styczeń 2010
Luty 2010
Marzec 2010
Kwiecień 2010
Maj 2010
Czerwiec 2010
Lipiec 2010
Sierpień 2010
Wrzesień 2010
Październik 2010
Listopad 2010
Grudzień 2010
Styczeń 2011
Luty 2011
Marzec 2011
Kwiecień 2011
Maj 2011
Czerwiec 2011
Lipiec 2011
Sierpień 2011
Wrzesień 2011
Październik 2011
Listopad 2011
Grudzień 2011
Styczeń 2012
O autorze
  • stary_zgred1
Ostatnie wpisy
  • Ładny obrazek na piątek ...
  • ... wampira (część 2)
  • O pochodzeniu ... (część 1)
  • Śniegu brak nam!
  • MGMT - "Kids"
  • Życzenia
  • Wywijas!
  • Wieczorem - V.A.S.T. "Touched"
  • Październikowa wizyta retro ...
  • Snow patrol - "Called out in ...
Zakładki:
Biblionetka
To lubię
Blogi
Aaaby sprzedać
Boli blog
Daj dwie fajki
Doll land
Dziwki i splendor
Filmowo
Gastrofaza
Horror story
Horror Story 2 Reborn
Metal sucks
Odchudzam się
Ohmygod
Polandian
Religia pokoju
Sól i maczeta
Star Trek Porn
Superpospolita
Szeroko
Towary mieszane
W starym kinie
Z życia heteroseksualistów
Zsyp
Film polski
Polska kinematografia, filmy i ich twórcy
Lib Ru
Doskonała biblioteka internetowa :D
Manga
NAKAMA
Yaoi - Naono Bohra English Scanlations
Nosferatu
Wszystko o wampirach
Paski
Paski jakie są, każdy widzi
The Perry Bible fellowship
Szczypta absurdalnego humoru
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Zapisz się na newsletter! Liczba zapisanych: 4
zamów newsletter
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog